CuMa

CuMa Blog

Miałem taki sen.

Wybieram się na wesele w rodzinie i jadę na dworzec autobusem 180. We śnie mam świadomość, że to co teraz jest we śnie wydarzy się dopiero za kilka lat (rzadko mam takie poczucie). Przejechać przez miasto jest niezwykle trudno, bo jest dzień szczególny - święto pani prezydentowej, które jej wyprawia premier. Premierem jest Radek Sikorski, a prezydentowa to miłościwie panująca HGW. Tłumy ludzi chcą się dostać do śródmieścia, ale nie są wpuszczane żadne samochody, a tylko autobusy miejskie, w tych zaś tłok niepomierny. Nie dość że wiele więcej ludzi niż może się zmieścić próbuje wsiąść, to jeszcze tłumy kręcące się po ulicach uniemożliwiają przejazd. Jadę tym a autobusem (raczej stoję w stojącym autobusie) a koło mnie stoi ex premier Miller z 3 osobami (nie znam) i tak komentują ta sytuację. Że to święto jest od 3 lat ogłaszane, ze za 1 razem było niewiele osób i wyglądało żałośnie, rok temu to dość się udało, a po tym roku to w przyszłym nikt nie przyjdzie, bo widać, że jest organizacja fatalna, że są tłumy ale znudzone kręcą się ulicami nie mogąc się dopchać do zapowiadanych w TV atrakcji.

Autobus został zatrzymany przez nadzór komunikacji, że trzeba poczekać, bo z przodu jeden autobus przy drugim i nie da się przejechać. Kierowca otworzył drzwi i wiele osób zaczęło wysiadać wypychając i mnie na zewnątrz. Stałem teraz na zewnątrz, bo i tak nic nie jeździło, a w środku nadal był ścisk i gorąco. Gdy pozwolono jechać dalej, chciałem wsiąść ale nie widzę numeru autobusu którym jechałem, a tu jeszcze spostrzegłem, że zginął mój plecak który wydawało mi się postawiłem koło nogi. Gdzie wśród tysięcy ludzi w koło znaleźć złodzieja? Ale też nie specjalnie miałem powód jechać dalej, bo jak na wesele bez ubrań, bez prezentu. Postanowiłem jednak się rozejrzeć w okolicy, a nóż... I tu we śnie przeskoczyłem o kilka godzin. Zrobił się wieczór, zrobiło się pusto, po tłumach zostały tylko śmieci i pogubione rzeczy. Wróciłem na miejsce gdzie zgubiłem plecak. Okazało się, że wisi na gałęzi, sam go tam powiesiłem, tylko jakoś wtedy go nie spostrzegłem. Jednak jacyś złodziejaszkowie się do niego dobrali, plecak był porozpinany, ana dnie było tylko kilka rzeczy. Zauważyłem też, dochodząc, jak wiatr porwał z niego czapkę i poniósł. Zabrałem plecak i poszedłem z kierunkiem wiatru. Po drodze był płot za którymś jakaś dobra dusza poskładała rzeczy roznoszone przez wiatr. Nie tylko mnie spotkała taka przygoda, bo były tam moje rzeczy i ubrania jakiejś kobiety, ył tam i prezent haftowane serwetki i wśród rzeczy też były takie serwetki choć o innym wzorze. Kucnąłem i segregowałem rzeczy. Odzyskałem większość lecz wciąż nie wszystko i chciałem iść dalej szukać i... się obudziłem.

Projektowanie wnętrz Warszawa

filozof mówi
CuMa -I- II IIi VI V VI VII VIII IX X XI XII XIII XIV XV XVI XVII XVIII XIX XX XXI XXII XXIII XXIV